Dopóki jesteśmy, nikt nie będzie sam

> Podopieczni > c > Cieślak Kaja Anastazja C/60

Cieślak Kaja Anastazja C/60

Miejsce zamieszkania: województwo mazowieckie, Krosna-Wieś
Data urodzenia:
03.06.2015

Sandra Cieślak Nasza córeczka żyje, choć lekarze nie dawali jej żadnych szans. Rozwija się, choć miała wegetować jak roślina. Skoro Kaja tak dzielnie walczy, my również nie możemy się poddać. Walczymy o nią! Inaczej Kaja nie tylko przestanie się rozwijać, ale straci wszystko, co umiała do tej pory! Proszę – przeczytaj i wesprzyj Kaję, małą siłaczkę. To dla niej jedyna szansa…

Narodziny Kai miały być chwilą pełną radości i miłości – wyobrażałam sobie, jak trzymam w ramionach zdrową córeczkę. 7 miesięcy – tyle trwało beztroskie szczęście. Na jednym z badań USG dowiedziałam się, że córeczka ma wodogłowie. Wtedy wszystko się zmieniło. Panika, czytanie setek artykułów, w głowie najgorsze scenariusze. W Dzień Matki znalazłam się na oddziale patologii ciąży…

Po tygodniu lekarze podjęli decyzję, że Kajuni trzeba dopłodowo przetoczyć krew. Miało to jej pomóc, a na pewno nie zaszkodzić… Wiedziałam, że jestem w stanie wytrzymać każdy ból, by pomóc Kai. Nikt nie spodziewał się dramatu, jaki nastąpił… Transfuzja zakończyła się tragicznie – zamieniła się w przedwczesny poród! Kaja przyszła na świat w ciężkiej zamartwicy, nie wykazując żadnych oznak życia, jej serduszko tylko słabiutko biło… Dostała 1 punkt w skali Apgar.

Kaja leżała w inkubatorze 3 tygodnie. To był koszmar. Umieraliśmy z mężem ze strachu, że każdy oddech naszej córeczki będzie ostatnim. Inkubator nie ochronił jej przed najgorszym – Kaja została zarażona gronkowcem. Zachorowała na sepsę. Była na skraju życia i śmierci… Lekarze byli pewni, że nie wyjdziemy ze szpitala we trójkę.

Kaja wygrała walkę o życie. To był cud. Szpital opuściliśmy po 5 tygodniach, pełni niepokoju, lęku – co dalej, ale też przepełnieni radością – Kaja była z nami. Rozpoczęliśmy wędrówkę po lekarzach. I kiedy już wydawało się, że powoli oswajamy z myślą o niepełnosprawności naszej córeczki, spadł na nas kolejny cios. Kaja przestała oddychać. Jej ciało z sekundy na sekundy stawało się coraz bardziej wiotkie i sine. Kaja umierała po raz kolejny…

Trafiliśmy do szpitala, gdzie lekarze uratowali życie Kajeczki. Badania przyniosły lawinę złych wieści… Stwierdzono, że Kaja ma wadę mózgu w postaci agenezji ciała modzelowatego, refluks, wiotkość mięśni, padaczkę lekooporną… Cały nasz świat, zbudowany na kruchych fundamentach, runął w jednej chwili. Usłyszeliśmy, że córeczka będzie warzywkiem. Że będzie wymagać ciągłej opieki, a i tak nie osiągnie nic… Że mamy żyć własnym życiem, a Kai po prostu pozwolić w nim być, bo i tak nic z niej nie będzie…

Nie poddaliśmy się. Kaja wygrała bitwy o życie i zasłużyła na to, byśmy to my zawalczyli o nią. Zaczęliśmy szukać specjalistów, którzy dadzą choć trochę nadziei, zamiast ją zabierać. Oszczędności, jakie mieliśmy, zniknęły w jednej chwili, środki z zaciągniętych kredytów również. Nasze życie cały czas jest walką. Na szczęście rehabilitacja przynosi efekty i nadzieję… Kaja zaczęła się rozwijać, rozmawiać po swojemu, poznawać bliskie osoby. Stara się samodzielnie stawiać kroki, prowadzona pod pachy. To ogromny postęp!

Najlepsze efekty przynoszą turnusy rehabilitacyjne. Kaja powinna pojechać na 6 w trakcie roku. Niestety, nie stać nas na pokrycie takich kosztów, a czas działa na naszą niekorzyść. Kaja zaczyna tracić nabyte umiejętności! Dodatkowo musimy zakupić też urządzenie Walker – do nauki chodu.

Kaja  ma wolę i siłę walki – jedyne, czego nam brakuje, to pieniędzy, by zapłacić za jej zdrowie! Każda wpłata to dar, to nadzieja… To pewność, że Kaja zyska umiejętności, zamiast je tracić. Dlatego proszę, pomóżcie nam, pomóżcie Kai wygrać jej walkę o zdrowie i życie. To jedyna szansa.