Dopóki jesteśmy, nikt nie będzie sam

> Podopieczni > a > Adam i Teresa Ziętarscy Z/35

Adam i Teresa Ziętarscy Z/35

Teresa i Adam Ziętarscy – mama i syn. Oboje niepełnosprawni od urodzenia 

Teresa – niepełnosprawność ruchowa, Adaś – zespół Downa.

 

Adaś miał być zdrowym chłopcem, uzyskał 10 punktów w skali Apgar, dopiero wieczorem pediatra zauważył cechy charakterystyczne dla zespołu Downa.

To był dla nas szok, ale wiedzieliśmy, że musimy walczyć o jego jak najlepszy rozwój.

Ja urodziłam się z wadą miednicy i zwichniętym stawem biodrowym. Już jako roczne dziecko przeszłam pierwszą operację.

Prawdziwe kłopoty z biodrem zaczęły się po urodzeniu pierwszego dziecka. Od tego momentu co roku przechodziłam różne operacje, które miały zmiejszyć ból, ale i usprawnić chorą nogę. Niestety wszystko było znacznie bardziej skomplikowane i skończyło się wstawieniem endoprotezy lewego biodra.

Miałam wtedy 28 lat. Przez 10 lat było w miarę dobrze, noga bolała, ale dało się jakoś wytrzymać. Oczywiście przez cały czas musiałam systematycznie jeździć na rehabilitację, aby wzmacniać mięśnie, które po kolejnych operacjach były co raz słabsze.

Po urodzeniu Adasia i ciągłych wysiłkach związanych z jego rehabilitacją stan biodra bardzo się pogorszył. Musiałam przejść 2 rewizje lewego stawu biodrowego. Od tamtego czasu moje biodro dalej bardzo mi dokucza i mimo codziennego zażywania środków przeciwbólowych znacznie utrudnia funkcjonowanie.

Bardzo trudno jest pogodzić chorobę, opiekę i rehabilitację Adasia oraz pracę zawodową – jestem nauczycielką.

W ostatnim czasie moja sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że konieczna jest rekonstrukcja miednicy i wstawienie nowej endoprotezy biodrowej. Lekarze, którzy dotychczas mną zajmowali, stwierdzili, że mój przypadek jest bardzo trudny i dalsze leczenie możliwe jest wyłącznie w najlepszych klinikach ortopedycznych.

Po operacji czeka mnie bardzo długa i żmudna rehabilitacja między innymi z powodu zaniku mięśni.

Jednak mimo własnych problemów zdrowotnych, zawsze na pierwszym miejscu stawiałam i stawiam

troskę o jak najlepszy rozwój i rehabilitację mojego synka.

Wyjeżdżamy na turnusy rehabilitacyjne, bardzo dużo uczymy się i ćwiczymy w domu.

Obecnie Adaś uczęszcza do trzeciej klasy szkoły specjalnej w Kisielicach, a także jeździ na specjalistyczne zajęcia. Mieszkamy w małej wsi, więc dostęp do jakiejkolwiek terapii jest bardzo utrudniony. Raz w tygodniu jeździmy 80km. na zajęcia logopedyczne, a innego dnia, także 80km., ale w przeciwnym kierunku, na zajęcia integracji sensorycznej. Jak pisałam, nasza wieś jest bardzo mała, oddalona o 120km. od Olsztyna, 100 km. od Torunia. W związku z tymi utrudnieniami mam bardzo ma czasu i siły na własną rehabilitację, przez ten cały czas pracuję też zawodowo, aby móc utrzymać rodzinę.